Okruchy ... myśli niepozbieranych, złożone na otwartej dłoni, dla wszystkich przechodniów, aby sprowokować własne przecieranie ścieżek, w światy nierozpoznane ... a naznaczone blaskiem Światła.


Walka o prostotę to więcej niż walka o styl życia. To walka o coś co moglibyśmy nazwać jądrem istnienia człowieka. Ponad tym wszystkim co robimy na codzień: dom, praca, wychowanie dzieci, umiłowanie żony bądź męża, cierpliwe znoszenie ludzkich fanaberii i własnych słabości - życie się dzieje. A NIEPODZIELONE serce pozwala równolegle trwać nazwałbym to "językiem Ojców Pustyni" w nieustannej obecności JESTEM.

W świadomości istnienia. W oglądzie, który nie potrzebuje głowy. Jest na poziomie serca. Jestem szczęśliwy, że Wszechmocny dopuścił i tak "skonstruował" mnie jako człowieka, i Ciebie też, że owa szlachetna zewnętrzność nazywana prostotą, ma tak wielki wpływ na serce. Czy to nie zachwycające, że tak niewiele, może tak wiele w człowieku uczynić? Na nowo prowadząc serce ku jedności. Szczególną więc sztuką życia staje się zdolność rozpoznania czym prostota jest, czym nie. Aby z każdym dniem, chociaż za życia nie jest to w stu procentach możliwe, małymi krokami dochodziło do współprzenikania, by nie sprzeciwiać się współprzenikaniu mojego ja z Jego Istnieniem. Póki nie utracimy dziecięctwa, stan ten jest bardzo oczywisty. Dzieci w swojej prostocie i niewinności nie mają oporów, aby sięgać po wymiary, które dla nas dorosłych są już mistyką. Mówimy, że są niewinne. Ale jest to coś więcej. To proste wnikanie w Świat Boży. Później następuje psucie, dzielenie serca. Stopniowo zanurzamy się w niepamięć, tracimy świadomość że istnieje w nas punkt, który jest na styku czasoprzestrzeni i wieczności, łącząc świat w którym przyszło nam żyć i nieskończoność Królestwa Niebieskiego. Zatracamy świadomość obecności w nas serca, duszy naszej duszy, centrum jestestwa. Tej cząstki mnie, która jest równocześnie tutaj ale i tam. Sądzę, że taki jest zamysł złego, aby człowiek przestał wierzyć, że już teraz, na ziemi, w części są nam dane "pierwsze dary Ducha", że jesteśmy cząstką  Królestwa Boga. Ów brak wiary wynika właśnie z podzielonego serca. A lekarstwem na tę chorobę duszy jest mądra, szlachetna prostota istnienia, a przez nią zdolność człowieka do Jednania. I jak bardzo boli, że to pojęcie dzisiaj tak niewiele znaczy. Nosimy w sobie sposób na łączenie tego, co na pozór jest nie do połączenia. A przecież "całe stworzenie jęczy i wzdycha w bólach rodzenia oczekując nadejścia synów Bożych". Po co oczekuje? Aby, poprzez cud jednania nastąpiło dopełnienie w Chrystusie jako Głowie wszystkiego. Aby, w Chrystusie wszystko znalazło swoje właściwe miejsce.

Możemy żyć nadzieją, że "nowe niebo i nowa ziemia", których nadejścia w dniach ostatnich oczekujemy to "moment", w którym nastąpi całkowite scalenie, wszystko odnajdzie swoje właściwe miejsce, wszystko będzie tak, jak powinno być. W pełni.
Póki co, już teraz, zaproszeni jesteśmy, aby podjąć wyzwanie wobec nieuporządkowania świata materii i wobec świata duchowego, aby przez jednanie, zbierać w większą całość każdy okruch Królestwa Niebieskiego. Jest to możliwe żyjąc w prostocie.

Przeciwnikiem prostoty jest duch kłamstwa, obłudy, zakłamania, podziałów. Oczywiście, nie możemy zapomnieć, że jest to przeciwnik Chrystusa. Każdy akt mojej woli, każda decyzja, w której przeciwstawiam się rozproszeniu, podziałowi budując jedność w Chrystusie, jest jakąś sposobnością przyspieszenia nadejścia Królestwa Niebieskiego.
Aby uczynić prawdziwym nasze wołanie - "przyjdź Królestwo Twoje", tak ważne jest gromadzić w jedno, to co rozproszone. Słyszeć nieustannie w tle wszelkich aktywności wołanie - "przyjdźcie do mnie wszyscy".
Co mogę zrobić? Mogę wypełnić nakaz by "życie było we mnie, i by było w obfitości", czyli wejść na ścieżkę prostoty i uczynić przestrzeń dla "obfitości życia". 

". To oznacza odrzucić najpierw nadmiar, czyli to wszystko co stało się w nas niepotrzebnym naddatkiem. Ale nie wystarczy jedynie odrzucić z życia to co jest niepotrzebne. Dopiero jednak wówczas, gdy wszystkiego jest mniej, mogę "zobaczyć" jak wiele cząstek "pozostawionego życia" ma naturę przypadku, chaosu, bezładu. Kolejnym więc krokiem, jest odnaleźć właściwe miejsce dla "pozostawionego". Jest to szczególna chwila w trwałym wyborze takiego życia. Aby z istniejącego wydobyć Piękno. Tak więc, prostota rodzi mądre, piękne uporządkowanie.

Jest to przypisanie człowieka do człowieka, zachowania do zachowania. To znalezienie właściwego miejsce dla mnie, dla moich relacji, dla moich aktywności. Uobecnia się wówczas głębokie Jezusowe zawołanie "niech Twoja mowa będzie tak - tak, nie - nie, a co nadto od złego pochodzi". To czytelność. Różnica między prostotą a transparentnością postępowania jest bardzo niewielka. Świat przez działania złego jest coraz bardziej zamazany. Widzimy coraz bardziej plamami. A żyć Ewangelią, uczyć się od Jezusa prostoty to nazywać rzeczy po imieniu, w wielu możliwych dla człowieka przestrzeniach. W owym rozmazaniu tego świata wciąż wszystko jest, a my mamy możliwość przywracać mu na nowo właściwe kształty. Nazywając po imieniu, przypisując do siebie, zaczynamy tworzyć pewną całość. Czyli czynimy świat pięknym, na wzór odblasku Królestwa Niebieskiego. Oczywiście, nie chodzi o jakieś sporadyczne aktywności, aby mieć dobre samopoczucie, aby móc myśleć o sobie, że nie jestem zdegenerowany w postępowaniu. Jest to pewna strategia wszczepienia się w zamysł Chrystusa, uobecnienia Królestwa Bożego. "Królestwo Boże jest wśród was". W pewnym stopniu, może to przypominać układanie puzzli. W zamyśle twórcy jest nadany kształt, jest nadany konkretny obraz. Człowiek zbiera pojedyńcze kawałki i jednoczy je, łączy, dopasowuje. 

cdn.

Początek strony